Pamiętam dobrze świat
Przepełniony złością tak
Krew na prawo i lewo
Uderzenie ból do tego
Umysł kipi pełen złości
Tęsknota pogoń do miłości
Walka z samotnością
Przeplatana jest z zazdrością
Matki gorzkie łzy
Przepite całe dni
Zapomniane noce
Brak miejsca w cichej zatoce
Społeczne odrzucenie
Współczucie i obrzydzenie
Dni w których świat się zmienił
Kolega który za flaszkę mnie docenił
Picie z marginesami
Choć byliśmy tacy sami
Ja uważałem się za lepszego
Bo piłem coś drogiego
Moment chwila piłem tanie gówno
Szliśmy łeb w łeb równo
Samotność była moim utrapieniem
Piłem sam do lustra tracąc już nadzieję
Wstyd przed sąsiadami
Wychodziłem więc nocami
Smutku już nie zapijałem
Wstyd z czasem pochowałem
Dziwne rzeczy widywałem
Stach taki który tylko ja znałem
Płacz za wódką
Gdy ją rozlewałem
Wyzwiska gdy matka wylewała
Moją przyjaciółkę największego rywala
Zapity ulicami miasta chodziłem
Gdy nie było na alkohol to się szmaciłem
Sprzedawałem wszystko co miałem
Oszukiwałem kradłem i kręciłem
Kombinowałem znakomicie
By zdobyć kasę na picie
Gdy poznałem Cię
Wszystko układało się
Lecz długo to nie trwało
Gdy piłem ciągle było mało
Powoli wszystko co złe wracało
Podwójną siłę miało
Już wariowałem
Z duchami gadałem
Gdy wyjeżdżałaś
Ja znów chlałem
Zazdrość zjadała mnie
Nie kochałem nawet siebie
Na gadaniu traciłem czas
„Będę się leczył uratuję nas"
Słowa puste zmarnowana chwila
Miałem wszystkich za debila
Pewnie spytasz czy żałuję
Owszem źle się z tym czuję
Wszystko jednak ma swoje przeznaczenie
Moje było takie by przejść to doświadczenie
Wracam w te ciężkie dni
W których pochowałem sny
Pamiętam ostatnią chwilę
Przerażenie agresja słów tyle
Mówiłem lecz nie myślałem
Nie wiedziałem co więc kłamałem
Nadużyte zaufanie
Uczucie pogrzebane
Czas przeszły ale jakże świeże doświadczenie
Po tych eskapadach odczuwam nadal cierpienie